-->
Pomiń łącza nawigacji
Newsletter biblioteki
Działy specjalne
Aktualności
Usługi
Aktualnosci
Brakuje pieniędzy na biblioteki
"Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy" 
 
 
Image
 4 czerwca 2009 r.
Promocja najnowszej książki Stanisława Milewskiego
"Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy"

Wydawnictwo "Iskry" i Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego zapraszają na promocję najnowszej książki Stanisława Milewskiego "Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy"
Spotkanie z udziałem Autora oraz Adama Redzika z miesięcznika "Palestra" i Adama Kościelniaka z miesięcznika "Detektyw" poprowadzi Cezary Polak

4 czerwca o godz. 1730
w sali konferencyjnej Biblioteki Publicznej
ul. Koszykowa 26/28 (wejście z bramy) 


Kontynuacja "Intymnego życia niegdysiejszej Warszawy". I tym razem autor zabiera nas w podróż w czasie i oprowadza po ciemnej stronie miasta, gdzie w zaułkach czyhali zabójcy, wyreźnicy i doliniarze będący prawdziwą plagą, kasiarze budzili przerażenie bankierów, a oszuści i naciągacze mieli się całkiem dobrze. Poznamy język, przesądy i obyczaje złodziei. Nie zabraknie też opowieści o „sławnych” przestępcach, o których śpiewano ballady. Półświatek w całej krasie. Ale ręka sprawiedliwości również i wtedy dosięgała złoczyńców. Wieża i dom poprawy, więzienie i zesłania. A nawet miecz i szubienica. Są tu opisy głośnych procesów, warunków odbywania kary i... złodziejskich akademii w więzieniach.

O Autorze:

Stanisław Milewski (ur. 1931) – najpierw studiował filologię klasyczną, ale ukończył filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Przez ponad ćwierć wieku pracował w „Gazecie Prawniczej” jako sekretarz redakcji i zastępca redaktora naczelnego. Specjalizował się w reportażach z procesów sądowych oraz publikacjach z zakresu historii wymiaru sprawiedliwości, dziejów przestępczości i jej zwalczania oraz historii czasopiśmiennictwa prawniczego. Jest autorem jedenastu książek. Za Intymne życie niegdysiejszej Warszawy (Iskry 2008) uhonorowano go nagrodą „Warszawskiej premiery literackiej – książka maja 2008”.

Fragment książki:

Felek Zdankiewicz, legendarny przestępca, okrzyknięty nawet przez niektórych piszących o nim literatów „królem złodziei warszawskich”, przy bliższym przyjrzeniu się jego faktycznej „karierze” w sposób obiektywny na pewno nie zasługuje na takie miano. Był to bowiem pospolity bandyta, który zaczął swoją zbrodniczą działalność „na mokro” i tak samo ją skończył. Miał tylko to szczęście, że jego sławę wyolbrzymiła wieść gminna utrwalona w podwórzowej balladzie. W ten sposób stał się herosem szemranego folkloru.
To o nim stołeczna ulica śpiewała popularną w tych kręgach piosenkę jako o zabójcy trzech policyjnych agentów, gdy ci przyszli go aresztować. To właśnie jemu – „polskiemu urlopownikowi” – było „żal koleżków rzucić”, gdy dostał przepustkę czy też zdezerterował z wojska, jak chcą niektórzy. Nie zawahał się w obronie swej wolności użyć „majchra”, czyli „kosy”, jak wówczas nazywano nóż sprężynowy.
Gdy wzięto go do wojska, był zaledwie złodziejskim „konikiem”, czyli praktykantem; za zabójstwo „panów agentów” został skazany na dożywotnią katorgę na Syberii. Zesłano go aż na Sachalin, gdzie spędził 12 lat w pojedynczej celi, a następne 5 lat ciężko pracował w kopalni węgla. W 1912 roku udało mu się zbiec i zrabował blisko pół miliona rubli ze skarbca jakiegoś atamana; tak sam opowiadał pod koniec życia, gdy ktoś postawił mu wódkę i skłonił do zwierzeń. Opowiadał wtedy, że kupił sobie kamienicę w Warszawie, otworzył restaurację i poślubił starszą od siebie znaną miejscową piękność – Jadźkę, która go okradła i uciekła z kochankiem-kelnerem. Ile w tym było prawdy, ile upiększonych zmyśleń, sam tylko wiedział.
Na łamy prasy trafił w połowie maja 1928 roku. Wtedy to właśnie w Sądzie Okręgowym toczył się proces, w którym Zdankiewicz występował jako wspólnik zabójcy 60-letniej Józefy Wrześniewskiej, handlarki owoców zamieszkałej na Tamce. Liczył wtedy sobie 72 lata, „twarz miał czerstwą, rumianą, okoloną długą siwą brodą i gęste siwe włosy na głowie” – jak sportretował go ktoś ławy z prasowej. Podobno w tym czasie współpracował z policją, obiecując wyśledzić jakiegoś rabusia. Przedtem, już po wojnie – jak odnotował dobrze poinformowany sprawozdawca „Kuriera Warszawskiego” – „miał zatargi z władzami bezpieczeństwa i odsiadywał kilkakrotnie karę więzienia za kradzież”. Kamienica, restauracja i „piękna Jadźka” – to raczej legenda, by łatwiej naciągać fundatorów na kieliszek w podrzędnej knajpie.
Handlarkę owoców zamordował – co szybko ustaliła policja – 25-letni Władysław Strzelczyk, który naprawiał piec w jej mieszkaniu. Gdy kobieta płaciła mu za usługę, a przedtem trochę wypili, spostrzegł, że w woreczku, który zwyczajem stołecznych handlarek nosiła zawieszony na tasiemce na piersiach, ma sporo pieniędzy. Podzielił się tym spostrzeżeniem z mieszkającym obok niego Zdankiewiczem, a ów natychmiast wyczuł dobry interes.
Poszli do Wrześniewskiej we dwóch; Strzelczyk, którego rejestr karny też był gęsto zapisany, przedstawił kumpla jako inżyniera, który przyszedł sprawdzić wykonaną robotę. Zdun zamordował kobietę, a potem upozorował samobójstwo, wieszając zwłoki na haku od lampy. Policja jednakże nie dała się na to nabrać i po przepytaniu sąsiadów dość łatwo trafiła na ślad sprawcy. [...]



Projekt Mazowiecki System Informacji Bibliotecznej jest współfinansowany
przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach
Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Regionalnego.